czwartek, 21 stycznia 2016

Vierzehn

Ponad rok później


Spytacie się co mogło się wydarzyć przez rok? 365 krótkich dni?
Pewnie dla większości czas od 1 stycznia do 31 grudnia to okres zdecydowanie przeznaczony na nic nie znaczące lub na prawdę istotne zabawy, pracę czy naukę. Dla Pauliny i Dominiki był to rok pełen zawodów miłosnych, przeprowadzek, zmiany otoczenia. Nie. Dominika nie została nową panią trener, a Paulina nie spełniła się w roli fotografa w jednym z ich ulubionych klubów. Dortmund porzuciły już dawno, co wiązało się z pozostawieniem Marco i Mario, jednak piłkarze widnieją na ich "czarnej liście" już od ponad pół roku.... może dokładniej od 287 dni. To właśnie wtedy cały ich piękny świat legł w gruzach, spakowały się i wyjechały. Najpierw do Barcelony, bo przecież to było ich marzenie. Mimo to nie zostały tam długo. Kolejna była Chorwacja, Francja, krótki powrót do Polski i Włochy - gdzie znajdują się aktualnie. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. To właśnie tu gra Kuba. To tu przeszedł po odejściu Kloppa, co dziewczyny zdecydowanie poparły. W szczególności Paulina, która nie przepada - zdecydowanie możecie to uznać za eufemizm- za nowym trenerem pszczółek. Dlaczego? To historia na inne okoliczności.

Jak wygląda życie dziewczyn?
Podróżują, zwiedzają, cierpią, poznają nowych piłkarzy, obracają się w "wielkim świecie". Czy tego chciały? Oczywiście, że nie. Nigdy o tym nie marzyły, inaczej wyobrażały sobie swoje życie. Miały założyć rodziny, rozwijać swoje pasje, a przede wszystkim dalej czerpać radość z piłki nożnej. Nie udało się. "Gała" nie daje im już tyle przyjemności co kiedyś, może dlatego, że wiąże się z NIMI? Właśnie... pewnie chcecie widzieć co takiego się stało, tak więc już spieszę z odpowiedzią.

Był normalny dzień, nic nie zapowiadało nadzwyczajnych zdarzeń, a może tylko tak się im wydawało? Ważny mecz dla losów tabeli Bundesligi, Borussia Dortmund u siebie podejmuje Bayern Monachium, który wyprzedza żółto-czarnych zaledwie o 1 punkt. Ostatni mecz sezonu. Najważniejszy. Tylko wygrana się liczy. Plan był prosty : wyjść i wygrać. Po prostu.  Tak też się stało, Borussia pokonała Bayern dzięki czemu to ona jest w tym roku zwycięzcą. Wszyscy zbierają się na murawie świętować, wszystko jest zaplanowane, przynajmniej one tak myślą. Trochę zdjęć, krzyczenia, selfie, dużo kolorów, wywiadów, po czym jedna wielka impreza. Istna sielanka. Niestety to by było za proste. Nagle stadion cichnie. Dziwienie? Jakże wielkie. Przecież nie tak to miało wyglądać. Klopp wygłasza przemowę, w której żegna się z klubem. Nikt się tego nie spodziewał, przecież wszystko było dobrze. Dobry sezon, trofea, wygrane. Płacz, brawa, więcej płaczu, jeszcze więcej braw, podziękowań. Radość gdzieś ucieka. To wszystko? Oczywiście, że nie! Do mikrofonu podchodzi Mario? Dziękuje, mówi o tym jak to wiele ten klub dla niego znaczy. Miłość, wygrane, Marco, Bayern, Bayern, Bayern - słowa te odbijają się w głowie wszystkich fanów, jednak najbardziej w Pauliny. Czemu jej nie powiedział? Czemu robi z niej taką idiotkę? Wiele pytań pozostawionych bez odpowiedzi. Wszystko dzieje się tak szybko. Ręka na policzku piłkarza. Cisza. Płacz. Głupie tłumaczenie. Brak zrozumienia. Ucieczka. Nienawiść. Co z Dominiką? Była w podobnym stanie psychicznym, przecież nie codziennie widzi się wysoką, rudą, piękną kobietę, całującą JEJ chłopaka. Szybko stał się byłym. Widziała, że to ona całowała. Widziała jednak, że on pogłębił ten pocałunek, że objął ją w talii, przyciągnął jeszcze bliżej siebie. Znowu uderzenie. Znowu cisza. Znowu tłumaczenie. Znowu ucieczka. Znowu nienawiść. Szybkie pakowanie, szukanie lotu i już kolejnego dnia siedziały na prywatnej plaży w Barcelonie zatapiając swoje smutki w alkoholu. Przecież one nie piją. Nie w nadmiarze. Nigdy. Do tamtej niedzieli, podczas której nie liczyło się nic. Tylko wódka, zachód słońca, płacz, pocieszający je Marc i Eric.


Tamtego dnia ich życie uległo pewnej zmianie. Dość istotnej. Mecze nie dawały im takiej przyjemności jak kiedyś, nie były ufne, ciężko było im zawierać nowe znajomości., jedyne co mogły zrobić to wspierać siebie nawzajem. Z Reusem i Gotze nie utrzymywały kontaktu. Tylko raz spotkały ich na jednej z imprez charytatywnych. Chcieli z nimi porozmawiać, mimo to one bardzo szybko uciekły, przez co nie musiały wdawać się w bezsensowne dyskusje. Przecież nie będą tracić czasu na dwóch oszustów. Osoby, którym ufać nie można.


Teraźniejszość

Ten weekend postanowiły spędzić w Livorno przy okazji po raz kolejny udając się do Pizy w drodze powrotnej. Planów za dużych nie miały. Poranek spędziły w kawiarni popijając kawę mrożoną i zajadając się przepyszną baklavą. Czegoż chcieć w życiu więcej? Znalazło by się parę rzeczy, a może bardziej osób. Później powoli udają się na spacer wzdłuż wybrzeża. Przecież nie mają się po co spieszyć. Rozmawiają, śmieją się, robią zdjęcia. Wszystko jest wręcz idealnie, mimo to one wiedzą, że brakuje tu dwóch osób. Dwóch osób, które znaczą dla nich tak wiele.
Około godziny 13 postanowiły opuścić Livorno, tak więc dość szybko wrzuciły swoje rzeczy do białego Astona Martina (Aston Martin V8 Vantage Roadster- tak jakby ktoś pytał ) Dominiki, którego swoją drogą dostała na urodziny i udały się w podróż do niedaleko położonej Pizy.
- A tak właściwie myślałaś o tym żeby odwiedzić Piszczka? - zapytała podczas podróży młoda Błaszczykowska
- Przecież wiesz, że tak. Tęsknie za wszystkimi Piszczkami. - Paulina od razu posmutniała.
- To może poleciałybyśmy jutro do Dortmundu? Możemy nawet jechać samochodem. - zaproponowała, czekając na zmianę świateł
- Nie jest to najgorszy pomysł, ale co z NIMI? - spojrzała wymownie na przyjaciółkę
- Gotze przecież siedzi w Monachium, a Reus? Pewnie siedzi w domu z tą swoją rudą jedzą.
- Dobrze wiesz, że oni nie są razem.
- Kto go tam wie. To jak jedziemy?
- No w sumie, jakoś damy rade! Tylko wtedy odpuśćmy sobie już tą Pizę i jedźmy od razu do Kuby. - zasugerowała zmianę planów
- Oczywiście! Kierunek: Dom Błaszczykowskich!

Tak też się stało. Kilka godzin później, bo oczywiście przerwa na obiad była konieczna, znalazły się pod mieszkaniem Błaszczykowskich. Poinformowały brata o swoim pomyśle, po czym poszły się pakować. W ostatnim czasie nabrały w tym niezłej wprawy, dlatego nie zajęło im to długo. Samolot do Frankfurtu miał wylecieć o 4:30 rano, tak więc kilka minut po 2:00  pożegnały się z rodziną i udały na lotnisko. Szybka odprawa, trochę czekania i mogły w spokoju zasiąść na swoich miejscach. Pora robiła swoje, tak więc obie udały się do krainy snów? Oczywiście, że nie. Przynajmniej Paulina, bo przecież ona nigdy nie umiała spać w podróży i nie mając nic do roboty czytała książkę na swoim tablecie. Dominika? Leżała koło przyjaciółki ze słuchawkami w uszach, z zamkniętymi oczmi.

Kilka minut po 6 rano wylądowły we Frankfurcie. Nie było sensu przesiadać się na samolot do Dortmundu ze względu na czas trwania podróży. Pożyczyły samochód od Michaela, kolegi jeszcze z Polski, który co ciekawe aktualnie pomieszkuje w okolicach Frankfurtu i ma całkiem pokaźną kolekcję samochodów. Dalsza podróż nie była krótka, wręcz przeciwnie, dłużyła się im niemiłosiernie. Pod domem Piszczka pojawiły się dopiero koło 13. Dziękujmy za korki! Jakże to wspaniałe zjawisko.

- Witaj Bra...  - wybuch radości mający przywitać jej ukochanego (bo jedynego, nie no żartuje) brata szybko został przerwany pojawieniem się w drzwiach pewnej niechcianej osoby. Przecież te drzwi powinien otworzyć Piszczek! Nie on.  - Dominika! Wracamy!
- Ale... - w tym momencie również spojrzała się w stronę drzwi i tak szybko jak wyszła z samochodu tak i do niego wróciła. Po chwili obok niej pojawiła się również Paulina. Wkurzona Paulina z telefonem w ręku
- Dzwonie do tego, mojego, cholernego brata. Jak? Dlaczego on nam to zrobił. No dobra nie wiedział ale. Ale dlaczego on go wpuszcza do domu! - odjechały z piskiem opon, chociaż by ze względu na Marco dobijającego się do szyby i błagającego o chwilę rozmowy. - Piszczek do cholery ja się ciebie pytam: Co u ciebie robi Reus!? - zaczęła nie dając mi dojść do słowa.
- A ... aa skąd ty to wiesz? - zapytał zdezorientowany
- Hmm pomyślmy... Może dlatego, że właśnie odjechałam z piskiem opon wraz z Dominiką z twojego podjazdu? Jak mogłeś to nam zrobić? Jak mogłeś zrobić to Dominice.
- To wy narobiłyście tyle hałasu!? Wracajcie mi tu zaraz!
- W życiu! Dopóki on tam będzie, nas tam nie zastaniesz - odezwała się Domi
- Dziewczyny, On mi to wszystko wyjaśnił. To nie jest tak jak myślicie. Ja się z nim pogodziłem. Musiscie go wysłuchać. Dominika musi go wysłuchać. Proszę. Jeżeli nie dla siebie, zróbcie to dla niego. Pozwólcie mu wytłumaczyć. - słychać było, że mu zależy
- Nie wiem Piszczek. Nie wiem. Nie wiem czy potrafię. To za trudne. Przecież wiesz, że go kochałam, że nadal go kocham - mówiła szeptem.
- No dobrze. Nie zmuszam. Jak uważasz, ale przyjedźcie na stadion, za chwilę mamy trening to sobie popatrzycie. Marco nie będzie. Ma kontuzje dlatego zajmie się chwilowo moją córeczką - można by rzec, że wyjaśnił całe zajście. - Czekajcie pod boiskiem treningowym, będę za 10 minut. Tuchel was przecież tak łatwo nie wpuści, a w szczególności ciebie siostrzyczko. Do zobaczenia! - i się rozłączył. Nie miały więc za dużego wyboru, przez co 5 minut później czekały już na Łukasza, który powinien pojawić się lada chwila.

To akurat dobry moment na wytłumaczenie sytuacji z nowym trenerem Pszczółek. Dlaczego Paulina go tak bardzo nie lubi?
1. Na pewno dlatego, że Piszczkówna od dawna była i jest fanką Jurgena. Dziwi to kogoś? Przecież to taki fantastycznie sympatyczny mężczyzna, potrafiący ogarnąć strasznie nieogarniętych piłkarzy.
2. Zmiany? Niby Borussia się poprawiła, niby gra lepiej. I co z tego? To już nie jest ta sama drużyna, a Tuchel nie jest już TYM trenerem.
3. No nie lubi go. Już z początku nie przypadł jej do gustu. W szczególnośći po tym jak nie pozwolił jej robić zdjęć na treningu! Wiedział przecież, że później przekazuje to na oficjalnego Facebooka Borussii, po uzgodnieniu z wszystkimi ważnymi osobami. Dziwicie się kiedy to mogło być, przecież unikają Marco i Mario. Mecz wyjazdowy, drobne naderwanie mięśni, brak Marco, idealna okazaja... jednak tak nie było. Wtedy nie pojawiła się nawet na meczu. Przecież dosadnie zrozumiała, że jej tam nie chcą. Borussia wtedy przegrała, było jej smutno, jednak porażka TT ją cieszyła. Jego  "Wielce Misterny Plan Na Ten Mecz, O Którym Nikt Się Nie Mógł Dowiedzieć" nie wypalił, oh jakże jej było przykro.

- Jeju jak ja się za Wami stęsnikłem! - rzucił się na nie Piszczek - Zapraszam na trening. Musicie mi opowiedzieć co u Kuby! - mówił z wielkim uśmiechem na twarzy
- Łukasz nie udawaj! Dobrze wiemy, że gadasz z nim przez skype minimum raz dziennie! - zaśmiała się Dominika
- Oj tam! Przecież to nie to samo co ploteczki od najlepszych sióstr! - pzytulił je jeszcze raz i takim oto sposobem w coraz to lepszym humorze udały się na boisko.


Cdn.

________________________________________
Wracam? Może. Nie wiem. Ile minęło? Myśle że rok? Może więcej? Nie wiem. Odczuwałam potrzebę przelania tego co mi siedzi w głowie na papier, więc dlaczego nie zrobić tego tutaj? Myślę że pojawi się tu jeszcze kilka rozdziałów i epilog... przynajmniej mam taką nadzieję. Jeżeli nie dam rady Przepraszam już teraz. I przepraszam, że tyle mnie nie było . Przepraszam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz